Wirus, który tworzy… wampiry

9 września 2019

Postapokaliptyczny thriller

Kilka lat czytelnicy musieli czekać na ostatnią część „Przejścia”. W końcu Justin Cronin wydał „Miasto luster„, ostateczne rozwiązanie futurystycznej wizji o wirusie, który zamienia ludzi w wampiry. Po kilku tygodniach od publikacji książka już jest bestsellerem w USA, a wielu innych pisarzy, w tym Stephen King, ogłosiło publicznie trylogię objawieniem amerykańskiej literatury fantasy.

Książka, podobnie jak jej poprzednicy, trzyma w napięciu i nie pozwala czytelnikowi na złapanie oddechu. Intryga goni intrygę, a niebezpieczeństwo czai się prawie na każdej karcie powieści. W świecie przedstawionym w „Mieście luster” główny wróg został już prawie zapomniany, od jego pokonania – Dwunastu – minęło kilkanaście lat. Większość mieszkańców metropolii uważa historię o wirusie za lokalną legendę i w ogóle się nią nie przejmuje lub traktuje w kategoriach żartu. Nie wszyscy w Republice Teksasu dają się jednak uspokoić, Michale Fisher i Lucius Greer przygotowują się na ewentualną (w ich mniemaniu zbliżającą się) zagładę ludzkości. Jak się okaże, zupełnie słusznie.

Potwór w kanałach Nowego Jorku

To, że Dwunastu zostało pokonanych nie zmienia niczego. Bestia, która czyha na ludzką nieuwagę zaczaiła się w podziemiach. Przemieszcza się tunelami i kanałami, opracowuje swój labirynt, by w dogodnym dla siebie momencie zaatakować nieprzygotowanych na tę ewentualność ludzi. Rzeczonym potworem jest Zero, Ojciec Dwunastu, Ten Pierwszy. Powodowany żalem po stracie, a przede wszystkich obezwładniającą rządzą zemsty chce wymierzyć sprawiedliwość na tych, którzy go skrzywdzili.

Jedyną osobą, która może i chce mu się przeciwstawić, będzie młodziutka dziewczyna o imieniu Amy, która wraz ze swoimi przyjaciółmi wyruszy na ostateczny pojedynek. Walka mroku z siłami światła, poza wymiarem alegorycznym, będzie niosła za sobą dodatkową treść – zasadności kierowania się emocjami. Książka wielokrotnie poddaje pod wątpliwość zasadność kierowania się miłością lub wiary w ludzką przyjaźń. Nasi bohaterowie będą musieli dostosować swoje uczucia do panujących sytuacji, ale przede wszystkim zastanowić się, czy na akty empatii jest miejsce w postapokaliptycznym świecie.

Mistrzowskie zakończenie

Finał ma tu charakter dwuwymiarowy – musi zamknąć wydarzenia tej powieści oraz całej trylogii, co czyni wyśmienicie. Nie pozostawia wątpliwości, a jeśli już to niemożliwe do wytłumaczenia, że cykl może doczekać się kontynuacji. To ważne, że ma się wrażenie, iż cała historia była przemyślana od początku do końca, a nie dopisywana na bieżąco, wraz z kolejnymi tomami. Pozostaje mieć nadzieję, że autor pokusi się o kolejną historię. Niech zostanie przy katastroficznym thrillerze, bo idzie mu to nad wyraz wybornie.